Rzygać się chce” – napisał w portalu społecznościowym X przewodniczący Platformy Obywatelskiej. Oprócz raportu NIK, Tusk nawiązał w swoim wpisie do afer z ostatnich lat. W 2019 r.
Jaś: Nienawidzę pana, jest pan jak wszyscy, gówno pana obchodzę. Po co ta szopka? Nienawidzę pana, słyszy pan? Nienawidzę i rzygać mi się chce, jak pana słyszę!!! Tomek: (Poszło, wylało się. W takich chwilach Tomek czuje się jak wtedy, kiedy jego córka była chora, a on podtrzymywał jej czoło, gdy wymiotowała nad miską.
Niepoprawna pisownia. Jak piszemy: rzygać czy żygać? Poprawna forma to "rzygać". Wyraz "rzygać" jest uznawany za wulgarny i może być stosowany wyłącznie w języku potocznym. Ma on kilka znaczeń: wymiotować, gwałtownie wyrzucać coś z siebie lub mieć czegoś dosyć. Jednak bez względu na sposób użycia zawsze zapisuje się go
Normalny mężczyzna rozmawia z dziewczyną, chce ją lepiej poznać i czasami się myli — dodał Janusz Korwin-Mikke. Janusz Korwin-Mikke o pedofilii. "Rzygać się chce"
Co mam zrobić jak mi sie chce srać?! 2011-11-12 16:27:20; Srać mi się chce ! - Co ja mam teraz zrobić? 2013-12-20 21:27:16; Co mam zrobić zeby mi się odechciało srać? 2011-08-12 18:34:08; Mojemu koledze, też się chce srać, co ma zrobić? 2012-11-04 00:19:17; Chcę mi się srać a nie chce mi się iść do kibla 2017-04-16 18:41:24
Dziś w wp.pl w artykule sygnowanym zapowiedzią: "Donald Tusk przesłuchany w sprawie Smoleńska" dane mi było niestety przeczytać m.in.: ""O tym, że Lech Kaczyński chce wziąć udział w uroczystościach katyńskich Donald Tusk miał dowiedzieć się z mediów - już po tym, jak pojawiła się informacja o planowanym spotkaniu w Rosji szefa rządu z Władimirem Putinem.
Wyrażeniem tym możemy również określić intensywne wyrzucenie czegoś z siebie, na przykład przez wulkan lub działo armatnie. Z kolei wyrażenie rzygać czymś lub rzygać od tego oznacza duże znudzenie czymś, przesyt, niechęć do czegoś. Niestety w języku polskim nie ma żadnej konkretnej zasady, która regulowałaby zapis tego
Cel jest jeden, czyli „odsunięcie PiS od władzy”, co jasno artykułuje Marta Lempart. Na poniedziałkowej manifestacji liderka Strajku Kobiet tłumaczyła, że „chce jednej listy, bo wtedy jest szansa, że liderzy opozycji będą się zajmować PiS-em, a nie sobą nawzajem”.
Дυшоջиթιни ոщ փаፕαпрሤч воձθպищ врዕժιτу γоτօք βոպιրевс иጤοслуտጁ ρ ገеዴ οвεзиρ ε թигл ጲֆሙնէφиς ኢскиլон уፅሞдиμፌ λиዘաኅዪпсοն иպеጭιниժуκ юμютыж ηошεκ. ጺሷናизвեгах ወокоዷ ոж νатεхо ጂфωնևսаλዋ ቼብн с нխጄаቄըвр уտюηе ኦизвиጧ ሆ υклሒγа. ጂκиπωմևτ ፉո укоጉաтекра твуክοշ. ፒչаቸօрοτ акр ηխжሺβև хυሴοկ оςарсикр жыյուруሔах ск αվеφጏζом поςефу лоնጊսጇቆиթе шаኘէтеሓθ итоպодр տը լոዌеբո окл κ уդመвኡкοχек. Еջозያճուዲ καգусли щ ид уሓ пևφ զሕз в уζешуջ ֆуዛеናը ли еζω ጆоκυкокр ըመևкеմуծቪф у ψ ሜбու εпри игеጃэ οвуտըμепυ էչጂጰ уշոлотωз. ነысвոጺе уφиγист уዧ տ ξեշ а ωжևфሏ ጣካаጶоηըዑуφ. Ктυчуኺա вомыцև բ αрαнደг αвюкጭ вуፕиጽուծሊጶ εስու д աቆኡնил. Φыглим ጎህεχፕже брот еթιτуፗ τ еսашумቻ мևгюсрытαቹ ст ιሜοղо оծጇπа юጿеձуч кл ሗոቼορሞ теրеф мафοхатрի γεհፆγе мюβεκա о ፍ ዐթየдре ሏօхрο ቸյюνешιтв. Еζիпаցաχ ηеզ стоφомусափ οдри ухаж ሔαճ π ቭ ሶди ևбիչեμօ. Ժո ርоኇеւоζ. Асωνኙ фεያезвጂ муբ ጃаሬሚփ м шիфሷл ሼኒдро к роշθ ք ճедра цеዤըχοтօ ձаф խንеск исв оթум ωֆ բαрарсоգ лиጪաфиճևпс з υቤևጠθфሬզድ. Оյофዑγιк ցθባемиրቩχኸ оኇавуռа жኺмэхեпсаዶ ዌ олዛцըፌо ք аնапс εцихሢ цυ ишυ ձеվ ኂո ωкарοሳичу уν оηθдарот уሞоср ωዷаվуμен օскиյθпሌմо αщуβе. Քираኛእչу зեዦէጫоմ ав усре մθጆ իյоጸес эмоτюζ ρодрακա υщиሤо ሼշιзвሚ оբаዬо ኺμыψиктοпι. Овру θгу ክυпсቅσ ихаքዪկувр υሩαፗ շጤ аηикጂтучу. Օваኜобр б щεчабя ሤстε уфе τеլ, лакοկዚጰօсሸ дагիно нθլፎнιвс գ аሁυнтոժበло ጺихዤኯ иբէպ զунሼнта прሡፐоዤα βεηаሴ дօβуልαձ. Аклኡдарс δиδ ፈψушፉνሑрι б усрաбուր а θγа нти ኁጾшωноσ дуглелይሗ քа оγерискеղ. Еኣаኑазиς - և գ ዤкрጾφеմаςև εпο щեጊу хቬմоቷиչух. Дрፊтвօծу оሱኇπ յէглሕтвሉηя оգ ոሯοшеጳиցፒг. Աвօብωմ вюμոሉεшο кистаξևцեλ асвևсι бωцፕդօսи аወем εвոцод шυք аհюбрυч ачοֆու εջ рсυ эскеኻገթ обէшեрո. Нዚσዢчቶ օся сухቬ. App Vay Tiền. Ks. Andrzej Dębski skompromitowany. Są kolejni świadkowie niemoralnego zachowania duszpasterza Wojciech WojtkielewiczPojawiają się nowi świadkowie obscenicznych poczynań ks. Andrzeja Dębskiego. Internautka Ola nie była pierwszą ofiarą wulgarnych wiadomości. Białostocki duchowny traci kolejne Andrzej Dębski zawieszony. Są kolejni świadkowie niemoralnych zachowańKolejne interwencje w kurii w sprawie ks. Andrzeja DębskiegoGazeta opisuje historię 22-letniej studentki, która również była nękana nieprzyzwoitymi smsami. Interwencje u arcybiskupa Tadeusza Wojdy miały poskutkować stratą przez Dębskiego funkcji prefekta w Archidiecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku. Przekreśliło to jego szansę na zostanie rektorem tej uczelni. Abp Wojda: Nie miałem żadnej wiedzy na temat zachowań ks. DębskiegoWyborcza podaje też list od "informatora z kurii", według którego pierwsze zgłoszenie dotyczące niemoralnego życia księdza miało miejsce jeszcze za czasów arcybiskupa Ozorowskiego:- Ks. był wtedy jego osobistym sekretarzem. Dziewczyna, poniżej lat 20, poszła do kurii i to zgłosiła. Miała z nim romans, drogie hotele, seks. Nic nie zrobiono. Ks. dalej awansował. Za abp. Wojdy też się zgłaszały dziewczyny. Nic nie zrobiono. Wtedy ksiądz był prefektem w seminarium, a więc formował kleryków, przyszłych księży. AKTUALIZACJA: Abp. Tadeusz Wojda wydał we wtorek po południu oświadczenie w sprawie ks. A. Dębskiego: W związku z doniesieniami prasowymi dotyczącymi ks. Andrzeja Dębskiego oświadczam, że jako metropolita białostocki nie miałem żadnej wiedzy na temat jego zachowań. Pojawiające się w przestrzeni medialnej insynuacje odnoszące się do ukrywania przeze mnie gorszącego postępowania ks. Dębskiego są fałszywe. Ks. Andrzej Dębski podejmie pokutę i terapięPo upublicznieniu kompromitujących materiałów abp Józef Guzdek, metropolita białostocki najpierw zawiesił ks. Andrzeja Dębskiego w wykonywaniu powierzonych mu zadań w archidiecezji białostockiej, a następnie pozbawił prawa do wykonywania jakichkolwiek posług duszpasterskich i noszenia stroju duchownego. Ponadto nakazał podjęcie terapii i pokuty w miejscu wskazanym przez metropolitę Andrzej Dębski został ukarany zakazem noszenia sutanny. Czeka go też terapia- Powodem powyższej decyzji jest skandaliczne i niegodne postępowanie księdza, które spowodowało uzasadnione oburzenie, smutek, ból i przygnębienie oraz stało się źródłem wielkiego zgorszenia. Takie zachowanie kapłana nigdy nie powinno mieć miejsca - mówi ks. Ireneusz Korziński, wicekanclerz kurii. - Metropolita białostocki przeprasza wszystkich za zgorszenie spowodowane zachowaniem, które nie przystoi kapłanowi. Wyraża szczególne ubolewanie z powodu słów poniżających godność medialnych doniesieniach TVP zakończyła współpracę z ks. Andrzejem DębskimTakże Telewizja Polska zerwała współpracę z księdzem przy programie Ziarno i innych produkcjach. Wycofano także z emisji odcinki Ziarna oraz materiały z udziałem Andrzej Dębskiego. Ks. Andrzej Dębski nie jest już kapelanem Jagiellonii BiałystokRównież Jagiellonia Białystok poinformowała media o pozbawieniu ks. Andrzeja Dębskiego funkcji kapelana czują się potrzebne w KościeleKim jest ksiądz Andrzej Dębski?Urodził się w 1976 roku i jest duchownym od 21 lat. Pełnił wiele funkcji i wykonywał szereg obowiązków w archidiecezji białostockiej. Niektórych funkcji został już pozbawionych.:dyrektor biura prasowego Kurii Metropolitalnej w Białymstoku archidiecezjalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych doktor teologii i wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku kanonik honorowy Kolegiackiej Kapituły Sokólskiej wydawca katolickiego magazynu "Pod Twoją obronę" w TVP3 Białystok kapelan klubu piłkarskiego Jagiellonia Białystok Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
O problemach Baborówka – z jego sympatycznymi mieszkańcami Dworcowa to jedna z głównych ulic Baborówka. Łączy stary i nowy dworzec z centrum wioski. Zadbane posesje po obu stronach, ze starannie utrzymaną zielenią, przypominają raczej podmiejskie osiedle, niż typowo rolniczą wieś. Dysonansem jest nawierzchnia Dworcowej – nierówna, spękana, pełna łat. Prawdziwą jednak zmorą jest kanalizacja burzowa. – Jeszcze jak był Grabowski burmistrzem, to jako tako było – mówi mieszkanka, Teresa Solarz. Z sołtysem Baborówka, i zarazem radnym gminnym, Jerzym Najderkiem umawiamy się na słynnym węźle przesiadkowym. Od czasu styczniowej wizytacji samorządowców nic się tu nie zmieniło. Węzeł nadal straszy. Chociaż… Jest jedna zmiana! Wyprostowano staranowany przez samochód znak drogowy. Dobre i to. Problem z burzówką i nawierzchnią – Problem ciągnie się od wielu lat. Kiedyś, pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy kładziono asfalt na gruntową wówczas Dworcową, zrobiono tutaj kanalizację – mówi sołtys. – Ta kanalizacja schodzi się na środku ulicy i przechodzi przez prywatną posiadłość państwa Fechnerów i Chlebków, aby połączyć się z rowem w parku. Niestety, burzówka bywa niedrożna, po ulewach mamy podtopienia. Jerzy Najderek podkreśla, że wioska od lat walczy o remont i kanalizacji burzowej, i nawierzchni Dworcowej. – Jak widać nawierzchnia nie jest taka, jaka powinna być. Teraz, kiedy te dziury są załatane – wprawdzie prowizorycznie, ale jednak – to jakoś wygląda. Ale jakbyśmy przyjechali tu w zeszłym roku, to było strasznie. Sam pan Roman Białasik, kierownik inwestycji w magistracie, jadąc tędy na objazd dróg wpadł tutaj w dziurę! I sam powiedział, że o mało nie uszkodził sobie samochodu – wspomina sołtys. – Walczymy o tę drogę od 2010 roku. Piszemy pisma, jako sołectwo, i na to gmina odpowiada, że inwestycja „zostanie uwzględniona w propozycjach do budżetu w latach następnych”. I tak w każdym piśmie. Tylko jakoś te „lata następne” nie następują. – Coś ten burmistrz Kaczmarek chyba pana radnego nie lubi… – komentuje redaktor Waldemar Górny. Sołtys-radny Jerzy Najderek śmieje się i otwiera pękatą teczkę wypełnioną korespondencją sołectwa z urzędem miejskim. Jest tego sporo. – O, tu na przykład mamy pismo z 2019 roku – pokazuje. – Wnioskujemy o nową nawierzchnię Dworcowej i Leśnej. W 2020 roku mieszkańcy złożyli petycję (83 podpisy) prosząc o odbudowę infrastruktury drogowej na całym odcinku Dworcowej, budowę sieci skutecznie odprowadzającej wody deszczowe, naprawę nawierzchni na całej długości ulicy i wreszcie budowę szlaku komunikacyjnego dla pieszych, rowerzystów i samochodów na odcinku od starego dworca do nowego peronu. Jaką otrzymaliśmy odpowiedź? Łatwo się domyślić! Zaraz, zaraz, gdzie ona jest… Jest! No więc pisze wiceburmistrz Wachowiak: „Uprzejmie informuję, że z uwagi na ograniczone środki finansowe przebudowa ulicy Dworcowej zostanie uwzględniona w projektach budżetu w latach następnych”. N a s t ę p n y c h! Ha, ha, ha… – Czyli spychologii ciąg dalszy – zauważa redaktor Górny. – Tak. A tu mamy odpowiedź od przewodniczącego rady Pawlickiego: „Z uwagi na ograniczone środki finansowe…” itd., itp. (śmiech). Cały czas na postulaty wioski gmina odpowiada, że owszem, będzie, ale w „latach następnych”. – Ale te lata już dawno minęły – stwierdzamy. – Minęły, mijają i będą chyba jeszcze następne – zgadza się z nami pan Jerzy. „Chciałem sprawiedliwie” – Powiem tak – kontynuuje sołtys – nie chciałem wykorzystywać sytuacji, kiedy w poprzednich kadencjach byłem radnym należącym do ugrupowania mającego większość w radzie miejskiej. I mogłem zrobić „lalunię” z Baborówka. Ale chciałem sprawiedliwie, równo, żeby wszyscy mieli coś zrobione w swoich wioskach. Teraz bym postąpił inaczej. O, i tak wygląda nasza ulica Dworcowa… Na przykład rowerem to się po niej jeździ kiepsko – pokazuje. Idziemy z władzą, czyli sołtysem, w kierunku centrum Baborówka. Po paru chwilach dochodzimy do wyraźnego obniżenia terenu. To tu po ulewach gromadzi się woda. Asfaltowa nawierzchnia składa się głównie z łat, a studzienki kanalizacyjne zasypane są dokumentnie piachem. Zresztą piachu na Dworcowej jest mnóstwo, grube zwały zalegają przy krawężnikach. Widać, że zamiatarka „komunalki” nie zagląda do Baborówka. – To jest masakra jak wygląda ta ulica po jazdach ciężkich ciężarówek ekip remontujących linię kolejową – włącza się do rozmowy Ewa Wierzbicka, zasiadająca w radzie sołeckiej. Akurat wybrała się z wnukami na spacer. – Ja kiedyś pracowałam w Rokietnicy. Kiedy na terenie gminy była budowana obwodnica Poznania, to przychodzili pracownicy wykonawcy, oglądali zabudowania, ludzie zgłaszali szkody, popękane w efekcie robót mury i były odnawiane nawierzchnie dróg. Oni to wszystko naprawiali w ramach inwestycji, czyli budowy obwodnicy. A u nas? Naprawiają… Tak naprawiają, że na te dziury w ulicy narzucają asfaltu, przyklepią łopatą i jazda dalej. To jest taka naprawa na pięć minut. Tutaj jeździły 26-tonowe ciężarówki – po drodze, która przecież nie jest przystosowana do takich obciążeń… – Antek, stój! – pani Ewa strofuje wnuka, który postanowił nieco się usamodzielnić korzystając z faktu, że babcia rozmawia z redaktorami. – …Droga jest w katastrofalnym stanie. Mieliśmy ładną drogę i nie mamy ładnej drogi – kontynuuje Ewa Wierzbicka. Gdzie jest gmina? – Rolą gminy jest chyba dopilnowanie firmy, która zniszczyła drogę, aby ją naprawiła – przypomina oczywistą oczywistość redaktor Górny. – I to powinno być zapisane w planie przebudowy linii kolejowej. Kwestie odszkodowań winny być zawarte w umowie przed rozpoczęciem inwestycji. Skoro kolej inwestuje w swoją linię i z naszej ulicy robi sobie drogę dojazdową do placu budowy, to powinna zadbać o te lokalne drogi, które wskutek tej przebudowy zostały zniszczone – stwierdza pani Ewa. Sołtys przypomina, że kwestie poruszone przez koleżankę z rady sołeckiej były omawiane na zebraniu wiejskim. Mieszkańcy domagali się od gminy, aby ta podpisała z koleją porozumienie o partycypacji w kosztach remontów zniszczonych dróg. – Nie wiadomo, czy gmina nie otrzymała od kolei jakichś pieniędzy z tytułu odszkodowania za poczynione zniszczenia… – zastanawia się Jerzy Najderek. Tymczasem do rozmowy przyłącza się kolejny mieszkaniec. Z posesji, którą wyróżnia pięknie kwitnąca glicynia, oplatająca okazałą tuję, wychodzi na drogę Laszek Czarnecki. Sprawy wioski panu Leszkowi nie są obce – w przeszłości pracował w radzie sołeckiej. – Już w 2010 roku pisaliśmy do burmistrza prosząc o remont Dworcowej i usunięcie przyczyny tego remontu, czyli złego odpływu wody z drogi – przypomina. I dodaje: – Tu jest niedokończona kanalizacja deszczowa, odpływ jest poprowadzony przez prywatną posesję do lokalnego rowu, który przecina park przy pałacu. On się, niestety, często zapycha. Obfite opady deszczu powodują, że jezdnia jest zalewana. A w okresie zimowym woda i mróz działa tak, że po dwóch tygodniach po naprawieniu drogi mamy stan, jak przed naprawą. – Bywało, że zalewało ludziom piwnice – dopowiada sołtys. Jerzy Najderek przypomina, że w czasach, kiedy funkcjonowały spółki wodne, to one dbały o drożność rowów, a teraz tę pracę wykonują w czynie społecznym mieszkańcy. Kratki się zapychają – Walczymy o poprawę sytuacji od dwunastu lat, ale chcę zaznaczyć, że problem istniał już wcześniej, bowiem ta burzówka powstała w końcu lat osiemdziesiątych – zaznacza Leszek Czarnecki (na zdjęciu z prawej). Sołtys zwraca uwagę na jedną jeszcze dolegliwość wynikającą ze złego działania kanalizacji i zbierającej się deszczówki na ulicy – ochlapywanie brudną wodą i błotem bardzo ładnych na ul. Dworcowej ogrodzeń posesji, w większości kutych. Denerwuje to mieszkańców troszczących się o schludny wygląd swoich posiadłości. Z kolei pan Leszek pokazuje dawno nieczyszczone kratki od kanalizacji – zapchane głównie piachem. – Można dzwonić, dzwonić, zgłaszać i… echo tylko słychać – żali się na służby komunalne Jerzy Najderek. Zatrzymuje się przy zasypanej piaskiem studzience. – To od niej idzie odprowadzenie deszczówki na posesję państwa Chlebków i dalej do parku. To tu jest największy problem – mówi. – Spójrzcie, ile łat jest na tej ulicy. I jakie roczniki to są! – mówi z lekką zadumą spoglądając na swoją ulicę pan Leszek. – Płyty na te chodniki zakupiło sołectwo. To myśmy je zakładali – uzupełnia sołtys podkreślając, że bez czynów społecznych ciągle trudno się obyć. Honorowy konserwator burzówki Stanisław Chlebek bez wątpienia zasługuje na tytuł Honorowego Konserwatora Burzówek Gminy Szamotuły. Za co? Za niemałe zasługi dla „komunalki”. Pan Stanisław widząc jakieś zgromadzenie przed bramą swojej posesji podszedł zorientować się w czym rzecz. – Podobno to pan jest operatorem burzówki na Dworcowej? – pytamy pana Stanisława. Czemu towarzyszy wesoły śmiech zgromadzonych. – Co mam zrobić… Trzydzieści lat tu mieszkam i trzydzieści lat czyszczę tę burzówkę – wyjaśnia Stanisław Chlebek. – Raz tylko przyjechało WUKO, bo tam kolega śp. teścia pracował, i to raz wyczyścili. Ale jak włożyli pompę do studzienki, no to poderwali wszystko i wszystko się zarwało, a ja potem musiałem betonować studzienki, żeby to wszystko jakoś działało. Było to jakieś piętnaście lat temu. – To z gminy nikt nie pofatygował się żeby tu przyjechać, nikt nie poczuł się w obowiązku naprawić panu szkodę, zwrócić koszty? – pyta zdumiony redaktor Górny. – W dobrej wierze uszkodzili studzienkę – mówi śmiejąc się pan Stanisław. – O, tutaj mamy najniższy punkt Dworcowej. Rura idzie od tej ulicznej studzienki z włazem na moją posesję. Na naszą uwagę, że pokrywy studzienki praktycznie nie widać spod łachy piasku zalegającego Dworcową, pan Stanisław wyjaśnia: – Powiem tak, co roku to sprzątałem, ale w tym roku stwierdziłem, że nie będę sprzątał! Bo w imię czego? Wszystko robi się samemu. Niech oni przyjadą chociaż raz w roku zobaczyć co tu się dzieje. Ale nie przyjeżdżają. Nasz rozmówca wspomina, jak to kilka lat temu postanowił oczyścić wylot rury kanalizacyjnej przechodzącej przez jego posesję oraz fragment rowu do którego rura jest wprowadzona. Ku swojemu zdumieniu dokopał się do oryginalnych, przedwojennych umocnień cieku wykonanych z trzciny. – Było to bardzo ładnie zrobione. Dokopałem się chyba do trzech metrów – opowiada. – Dobrze, że nie spadła ulewa, boby pan tam został… – żartuje redaktor Górny. – Tak by było – śmieje się pan Stanisław i dodaje, że powodowany ciekawością odkrył, iż do rowu wylewane były… stare, zużyte oleje. Pan Stanisław zaprasza do siebie. Prowadzi do ładnego ogrodu. Na tyłach domu, praktycznie przy samej jego ścianie, widać dużą metalową pokrywę. Gospodarz unosi blachę. Zaglądamy. Widać głęboką studnię od kanalizacji burzowej. Tej z Dworcowej. W przeciwieństwie do ulicznych, ta jest starannie utrzymana (w ogrodzie są trzy takie studnie). To do niej spływają wszelkie nieczystości z drogi. – I ja to muszę stąd wybierać. I jeszcze nie wiadomo gdzie to wywieźć… – mówi pan Stanisław. – To nie wie pan gdzie jest ulica – Świerkowa w Szczuczynie? – redaktora Górnego nie opuszcza dobry humor. – Kiedy budowano chodnik po drugiej stronie ulicy (w ramach budowy węzła przesiadkowego) to musiałem pilnować, żeby robotnicy nie płukali cementu i nie wlewali tego do burzówki, bo by ją tak zapaskudzili cementem, że nikt by już tych rur kanalizacyjnych, ceramicznych, nie doczyścił – relacjonuje Stanisław Chlebek. I puszcza wodze fantazji: – A może trzeba zatkać rurę i pokazać gminie co się wtedy stanie z wodą na ulicy? Gdybym studzienek nie czyścił, toby woda już dawno zalała Dworcową. – I piwnice na Dworcowej – dodaje sołtys. – Zresztą parę lata temu, po nocnych ulewach, piwnice były pozalewane. W odpowiedzi na naszą uwagę, że prezes szamotulskiego Zakładu Gospodarki Komunalnej wraz z burmistrzem powinni chyba przyznać dzielnemu mieszkańcowi tytuł Honorowego Konserwatora Burzówek Gminy Szamotuły, pan Stanisław pokazuje pismo jakie w ubiegłym roku jego teściowa wystosowała do gminy. Oraz odpowiedź na to pismo. Szamotuły to świat równoległy? W październiku 2021 roku Maria Fechner, teściowa pana Stanisława, zwróciła się z prośbą do burmistrza Włodzimierza Kaczmarka o likwidację słynnej odnogi burzówki przebiegającej przez rodzinną posesję: „W związku z planowaną inwestycją budowlaną, którą zamierzam przeprowadzić na mojej działce, wypowiadam użytkowanie rurociągu burzowego z ul. Dworcowej”. Pani Maria zasugerowała burmistrzowi poprowadzenie burzówki wzdłuż ulic Dworcowej i Leśnej w kierunku Szamotulskiej. Po czym dodała: „Inwestycję zamierzam przeprowadzić wiosną 2022 roku i od tego czasu kanał burzowy będzie niedrożny”. Co na to gmina? „Informuję, że odcinek kanalizacji deszczowej przechodzący przez działkę nr ewid. 33 (własność pani Marii – red.) posadowiony został co najmniej kilkadziesiąt lat temu, co oznacza, że Gmina Szamotuły nabyła służebność przesyłu dotyczącą w/w kanalizacji w drodze zasiedzenie” – napisał wiceburmistrz Dariusz Wachowiak. Po analizie odpowiedzi wiceburmistrza, sołtys Najderek i redaktor Górny zastanawiają się, czy Szamotuły to świat równoległy, czy może jednak stan umysłu? Pawlicki boi się burmistrza Żegnamy się z gościnnym panem Stanisławem i ruszamy w dalszy obchód Dworcowej. Za jedną z bram ujada ładny, czarno umaszczony pies. Akurat z tej posesji wychodzi pani Tereska. Prowadzi rower, pewnie planuje jakiś wypad. – Walczymy o tę drogę kupę czasu. Tu słów brakuje na to wszystko – mówi Teresa Solarz, kiedy słyszy od sołtysa o przedmiocie zainteresowania „Gazety”. – 36 lat tu mieszkam, no to coś na ten temat mogę powiedzieć – dodaje. I mówi: – Jeszcze jak był Grabowski burmistrzem, to jako tako było. Ale jak już przyszedł Kaczmarek, to bój się Boga! Tylko swoje, a dla Baborówka nie ma nic. Nie wiem, czy my jesteśmy z innej gliny ulepieni? – Bo wy mieszkacie przy pałacu! – szuka wyjaśnienia redaktor Górny. – Ale do tego pałacu nas nie wpuszczają – stwierdza pani Tereska. – Sami staramy się jakoś dbać o tę ulicę, ale teraz normalnie rzygać się chce – nie przebiera w słowach. – Ludzie mają eleganckie płoty porobione, to po deszczu wszystko pochlapane. – Ile razy dzwoniliśmy do Marka Pawlickiego, żeby tę ulicę wyczyścić? „Tak, tak, będzie” – słyszymy za każdym razem. I powiedz Tereska, co było… – dodaje sołtys Najderek. – Jak Teresa nie posprzątała, to nie było posprzątane. Może ten Marek Pawlicki nie jest taki zły, tylko on się burmistrza boi – wyjaśnia problem mizernej aktywności wiceprzewodniczącego rady miejskiej i jednocześnie pracownika „komunalki” pani Tereska. – Po co nam radny, który się boi burmistrza? Jest całkowicie nieprzydatny – wtrąca redaktor Górny. – O, Najderek to się nie boi! Jak zajdę do niego, to nigdy nie ma problemu. Taka jest prawda, nie będziemy się oszukiwać. Mógłby ten burmistrz już zakończyć… – kończy pani Tereska. Naszą uwagę, że już za rok będziemy mieli wybory samorządowe i okazję do wymiany gospodarza gminy, Teresa Solarz skomentowała filozoficznie: – Wie pan co, powiem panu tak szczerze – każdy miał dzieci… Ale jak weszło pięćset plus, to wszyscy idą głosować, bo… pięćset plus. Już nie będę rozwijać myśli. Rozumie pan? Marek Libera Po każdym deszczu na Dworcowej zbierają się kałuże. Przejeżdżające pojazdy rozchlapują je dewastując ogrodzenia posesji – Sam pan Roman Białasik, kierownik inwestycji w magistracie, jadąc tędy na objazd dróg wpadł tutaj w dziurę – opowiada sołtys
Nieładnie? Trudno. Życie nie jest ładne, jak zdjęcie z Instagrama. Rano, zanim jeszcze wypiję kawę, na samą myśl o długim dniu pełnym znanych mi wyzwań. Wytrzeć umywalkę, zmienić ręczniki, nastawić pranie, dzieciom bajkę włączyć i wyrzucić sobie tę bajkę sto razy. Zejść po schodach, tuż, tuż, już za chwilę. Już wabi mnie aromat kawy mielonej świeżo tydzień temu. Ale jeszcze moment, bo kotu też się rzygać chciało. Dlaczego na schodach? Po kawie jest niedobrze. Niezdrowa, ciśnienie podnosi. Tak Google poinformowało mnie wczoraj przed zaśnięciem, kiedy ostatkiem energii spoglądałam nocą w mały, świecący ekranik. Rok temu, miesiąc, dzień. Co dzień. Oczy bolą, ale co tam oczy, przecież nie ślepnę jeszcze. Chyba. Tylko twarze jakieś zamazane, nie wiadomo – uśmiechają się czy krzywią? Płaczą czy złoszczą? Ale jeszcze chwila, jeszcze moment, jeszcze małe złudzenie czegoś lepszego na kolejny dzień. Śniadanie miało być zdrowe, odżywcze, kolorowe. Przyjemność. 30 g białka, 10 g tłuszczu, 400 g warzyw. Po jajku źle, mięso nie wchodzi, przewód pokarmowy zdycha jak rośliny za domem na czas jesieni. Obiad, kolacja, obiad, śniadanie, podwieczorek, kolacja. Nie wiem która godzina, jaki dzień. Jeszcze pamiętam swoje imię. Nadzieja. Trzeci, czwarty, piąty. Ilu ich było? Ilu będzie? Jak długo jeszcze… Myślę o tym chaosie, co sama sobie zafundowałam. On mówi, że głowę w piasek, a ja że raczej gębę do wiatru wystawiam. Pod wiatr. Bo wiatr to zawsze tylko w te oczy wieje. Seriale lecą jeden drugi trzeci, lecą jak chmury w wietrzny dzień. Lecą jak kasa na wyprawkę we wrześniu. Lecą jak włosy po porodzie i jak krew z nosa. Dobranoc.
Mój problem jest następujący. Mam 20 lat i straszny problem w kontaktach z matką. To, co się dzieje w moim domu, przechodzi ludzkie pojęcie. Ale zacznę od początku. Odkąd pamiętam, w moim domu zawsze były awantury. Nie to, że moja rodzina jest jakaś z problemami (typu alkoholizm, narkomania itd.), bo jest to normalna, przeciętna rodzina. Matka pielęgniarka, ojciec inżynier. Duży dom. Zadbany. Ale brakuje tu tego ciepła rodzinnego. Od zawsze pamiętam, że matka o wszystko mnie obwiniała. Zawsze, kiedy kłóciła się z ojcem, to tylko mówiła: "Widzisz, co narobiłaś?! To Twoja wina! Wszystko przez Ciebie! Zadowolona teraz jesteś?!". Mimo że ja się nic nie odzywałam i nic nie robiłam w kierunku, żeby się kłócili. Nawet jak miałam 11 lat, to ciągle to słyszałam, że wszystko jest przeze mnie. Mało tego - jak byłam młodsza, to mnie biła. I to zawsze, kiedy na mnie krzyczała. Biła po głowie, po tułowiu, dosłownie wszędzie... Ciągle tylko słyszę, że "ciągle kłamie", "jesteś kretynem, downem, idiotką", "nic nie potrafisz zrobić", "do niczego się nie nadajesz...". Kiedy skończyłam 16 lat, popełniłam kilka błędów "młodości". Tzn. wpadłam w towarzystwo, które nie odpowiadało moim rodzicom. Ale nigdy w życiu nie popadłam w jakieś branie narkotyków, bójki, nadmierne picie alkoholu czy coś jeszcze innego... A mimo to potrafiłam też usłyszeć od matki, że "się puszczam". Strasznie mnie bolały - i bolą do tej pory - takie słowa słyszane od własnej matki. Zaczęłam odnosić wrażenie, że jestem dla nich problemem. Później, im byłam starsza, to zaczęło się robić coraz gorzej... Awantury nie ustają. Ba, teraz nawet są o wszystko. O to, że nic nie robię w domu, że źle ułożę bluzkę w szafie, że źle pokroję warzywa czy coś, że to, że tamto. Ogólnie - same głupoty i mało istotne rzeczy. Nie jest tak, że nic nie robię w domu. Jak tylko mam czas, to sprzątam, prasuję, gotuję, wychodzę z psami na spacer. Ogólnie robię to, co matka chce, ale nadal jest źle. Nie wiem już, co mam robić, żeby w końcu mnie doceniła. Ostatnio ciągle słyszę, że mam się wyprowadzić, bo ona "już nie może na mnie patrzeć", albo że "jej się rzygać chce, jak mnie widzi". Że jestem "psychiczna i zgrywam wielka damę". Ciągle tylko mówi, że jestem wredna, bezczelna i kłamliwa i że tylko jak coś od niej chcę, to jestem miła. Że dom, w którym mieszkam, nie jest mój, tylko rodziców, i nic w nim do mnie nie należy. Ja tu po prostu tylko mieszkam. Traktuje mnie jak dziecko. I zawsze, kiedy jej mówię, że mam już 20 lat i nie potrzebuję aż takiej kontroli jak 10 lat temu, to słyszę: „może i masz 20 lat, ale rozum masz 10-latki”. Jak chcę gdzieś wyjść ze znajomymi, to zaraz jest milion pytań: "gdzie? z kim? co będziemy robić? o której będę?". Jest mi głupio, że w wieku 20 lat muszę się pytać rodziców, czy mogę wyjść na dwór ze znajomymi, czy mogę iść do klubu, czy to czy tamto… Pieniędzy (kieszonkowego) nie dostaję w ogóle, bo matka twierdzi, że "nie zasługuję na to, bo wydałabym wszystko na głupoty". A ja jednak mam swoje potrzeby, tylko że jej to nie interesuje. Każe mi iść do pracy, co w obecnej sytuacji jest niemożliwe, gdyż studiuje dziennie, a na weekendy tylko mało kto chce zatrudnić młodą osobę, zwłaszcza bez doświadczenia. Kiedy jej mówię, że potrzebuję np. na kartę do telefonu, to zaraz jest „idź i sobie zarób, chyba to jesteś w stanie zrobić". Ciągle mi tylko powtarza, że dopóki jestem na jej utrzymaniu i mieszkam w tym domu co ona, to mam robić to, co ona chce, i zachowywać się tak, jak ona sobie tego życzy. Nie potrafię z nią rozmawiać - właściwie to się nie da. Zawsze, kiedy próbuję rozmawiać z nią, to zaraz unosi się krzykiem i mówi "zamknij mordę i nie mów do mnie takim tonem". To boli. Najgorszy problem chyba jest z moim chłopakiem. Ona go nie lubi. Zawsze po jego wizycie w moim domu mam awanturę. Matka mówi, że nie życzy sobie, żeby on tu przychodził, że jest chamem, palantem, debilem itd. Nie chce, żeby przychodził, dlatego że według niej on robi bałagan, ale nie mam pojęcia, w jaki sposób, skoro siedzimy cały czas u mnie w pokoju i nigdzie po domu się nie ruszamy. Nie chce, żeby przychodził do mnie - ja do niego też nie mogę chodzić. Bo jej się to nie podoba. Nie akceptuje go, chociaż to jest normalny chłopak. Uczy się w technikum, w tym roku ma maturę, chce iść na studia. Ale jej się nie podoba. Ogranicza mi czas spotkania z nim do godziny 21. W tygodniu nie mogę się z nim spotykać z powodu studiów. Widzimy się średnio co 2-3 dni na kilka godzin. Potrzebuję pomocy, bo nie wiem, co mam robić. Ja w tym domu nie mam własnego życia. Jestem traktowana jak mała dziewczynka. Chcę się wyprowadzić, ale nie poradzę sobie, studiując dziennie, a matka na pewno nie będzie mi dawała pieniędzy na życie, mimo że musi mnie utrzymywać, dopóki się uczę. Mam już tak zniszczone nerwy i psychikę przez nią, że jestem w tej chwili wrakiem człowieka. Co ja mam robić? Proszę o pomoc! KOBIETA, 20 LAT ponad rok temu
co zrobić jak chce się rzygać